Strach.

Boimy się przyznać, że ktoś jest dla nas ważny.
Boimy się się przyznać, że powoli uzależniamy się od kogoś.
Boimy się uświadomić sobie, że z tęsknotą wyczekujemy na kogoś.
Boimy się reakcji innych.
Boimy się, jak to będzie.
Boimy się nowego.
Boimy się zaangażować.

 

Chwila.

„To nie tak, że cię kocham. To raczej niepohamowana chęć bycia przy tobie, bycia obdarowywanym przez twój uśmiech. Chwilowe zainteresowanie twojej osoby moją osobą. Jedno słowo, jeden mały gest. Chęć bycia w twojej głowie, w twojej myśli choć przez chwilę, przez małą, krótką, ulotną, nic nieznaczącą chwilę..Chęć bycia w twoim towarzystwie.
To przede wszystkim próbowanie okłamać siebie, że nic do ciebie nie czuję, że potrafię się od tego uwolnić. Chęć oszukiwania siebie, zawsze gdy cię spotkam. Chęć życia w kłamstwie. Iluzja, że jednak wygrałam.
Nie wygrałam. Nie wiem, czy wygram. Nie pomagają mi twoje oczy, twój uśmiech. Nie pomaga mi wspomnienie twojego zapachu. Dotyku. Smaku twoich ust. Twojego głosu.”

Chce wygrać.

20.

Witam, od dwunastu dni mam 20 lat.
Już 20 lat.
Tak jest, teoretycznie przestałam być nastolatką.
Tylko teoretycznie, bo będę nią całe życie.
Nie napisałam w dniu swoich urodzin, bo chciałam zobaczyć, czy jest inaczej.
Niby nic się nie zmieniło, ale ta liczba mnie przeraża. Bo całkiem inaczej jest mieć –‘naście’ lat. Całkiem inaczej jest mieć świadomość tego, że jest się nastolatką. Może to trochę dziwne, bo przecież tą magiczną barierę przekracza się z nia na dzień, ale gdzieś w głębi jest takie uczucie pustki. Uczucie tego, że to co było już nie wróci. Że przekroczyło się jakąś niewidzialną granicę. Tylko jaką? Przecież ciągle mam to samo życie, tylko teraz na pytanie ile mam lat, muszę odpowiadać, że 20. Muszę, bo w praktyce będe podawać że osiemnaście.. Hłe,hłe przebiegła jestem :P
Nie chcę być dorosła. Teoretycznie jestem, ale praktycznie się do tego nie nadaje. Trudno jest brac za siebie odpowiedzialność . Nie nadaje się do tego. Jestem typowym dzieckiem z glową w chmurach. Do tego się nadaje najlepiej. Przeraża mnie fakt, że za parę lat pasowałoby mieć własną rodzinę, dzieci.. Męża przede wszystkim. Tylko jak tu znaleźć męża, skoro nie mam ochoty się angażować. Plus sam fakt, że będe całe życie skazana na jedną osobę. Kiedy o tym myśle,przychodzi mi do głowy jedna scena: siedzę na jasnej kanapie z tym kimś i sobie po prostu rozmawiamy oglądając tv.. Boże, przecież to jakiś absurd! I do tego jeszcze dzieci, takie małe coś co będzie za mną łaziło i krzyczało.. Nie, nie chce mi się nawet o tym myśleć! :D

‚Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Przed nami siódme niebo!
Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba już nic!
Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Przed nami siódme niebo!
Dwudziestolatkom zawsze w pas się kłania świat, cały świat!’

Ciekawe czy słowa piosenki są prawdą. Czy na prawdę mając dwadzieścia lat i w górę jest tak zajebiście.
Ta jasne. Oby :)

Czy samotność jest dobra?

Czy to normalnie, że człowiek nie chce się angażować? Że lubi swoje życie takim jakim jest, ceni sobie wolność? Czy na odwrót – człowiek jest stworzony, żeby być z drugim człowiekiem?

Nie chcę się angażować. Podoba mi się moje życie takim jakim jest. Okej, czasem mam dość bycia samotną. Bo spójrzmy prawdzie w oczy – fajnie by było czasem się do kogoś przytulić, pocałować być dla kogoś numerem jeden. Taa.. fajnie ale na moment. Potem i tak się to wszystko kończy, prędzej czy później. I co zostaje? Wspomnienia, ból i znowu samotność..

Mam 20 lat i w zasadzie jeden poważny związek za sobą. Dosyć bujne życie towarzyskie. Do tego dochodzi platoniczne uczucie, które nie może się spełnić, bo moja sympatia jest idiotą.

To nie tak, że miłość skopała mi dupę czy coś. Po prostu moja wiara w prawdziwe związki, gdy ma się naście i powyżej dwudziestu lat umarła. Rozumiem, trzeba mieć wiele facetów, żeby później wybrać tego jednego. Ale po co od razu się deklarować? Po co mówić do kogoś ‘kocham cię’, skoro za miesiąc będziecie się nienawidzić? To tylko puste słowa.Do tego dochodzi również strach przed zaangażowaniem. Strach przed tym ,co będzie. Samo w sobie poznawanie drugiej osoby jest ciekawe i wciąga, naprawdę wciąga. Samo ukazywanie siebie takim jakim jest się naprawdę jest interesujące. Ale ten strach – strach przed tym, jak to będzie. Jak się powinno zachowywać, co ludzie powiedzą, czy jestem dla tej osoby dość dobra. Strach przed tym, że to wszystko i tak się kiedyś skończy. Że wszystko co jest naprawdę ważne, przeminie.

Chyba na razie chce być sama. Z wyboru. Chce być wolna, aby zasmakować tej młodości całkowicie. Kiedyś i tak przyjdzie czas na miłość…

 

Instagram – jakby ktoś miał i był zainteresowany:


http://instagram.com/aangiess#

brak czasu = brak weny

Nie mam czasu.
Nie mam weny.
Nie umiem nic konkretnego napisać.
Gdybym miała trochę czasu, ale cóż – sesja.
Pierwsza sesja w życiu, więc największy stres.
Nie wiem nawet, czego mam się uczyć, tyle tego jest.
I tutaj nasuwa się konkluzja, że warto było się uczyć na bieżąco, choć to wszystko kłamstwa, bo tak się nie da :D
A co pomiędzy nauką? Czas spędzony  z przyjaciółmi,  nowe kontakty i znajomości.
Jest fajnie, naprawdę fajnie ;)
A po sesji będzie jeszcze lepiej :D

potrzebuje melanżu, tak bardzo