M jak MIŁOŚĆ, czyli pierwsze miłości

Przytłoczyła mnie. Ta cała jebana dorosłość. Wiem, że to co było już nigdy nie wróci. Wiem, że się zmieniam i zmieniają się ludzie wokół mnie. Widzę te zmiany po mnie i po moich znajomych. Ja jestem inna a inni są inni. Nie tacy jak przedtem. Starzejemy się, co tu dużo mówić. Nie mam na to wpływu. Tak po prostu jest.
Tylko że ja to czuję. Dochodzę do wniosku, że wszystkie te zdarzenia, które teraz przeżywam są naturalne, tak powinno być. Wszystkie poważne rozmowy, rozczarowania, decyzje..Pewnie to tylko namiastka tego co mnie czeka, ale już teraz jest ciężko. I pewnie nie tylko mnie,pewnie wszystkim nastolatkom na całym świecie.
Co jest jeszcze dziwnego w tym wszystkim ? To że tego nie ogarniam. Totalnie nie ogarniam. Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Gdy byłam młodsza fascynował mnie świat dorosłych. Oglądając seriale czy czytając „poważne”jak dla mnie w tamtych czasach książki nie miałam pojęcia, że tak naprawdę jest. A że jestem osoba o wybujałej wyobraźni wyobrażałam sobie siebie w takich sytuacjach. Poważne rozmowy, spotkania z różnymi ludźmi, pytania typu:”co powinnam zrobić w tej sytuacji”.

I oczywiście jak przystało na typową wieeelką romantyczkę, pierwsze miłości. Właściwie to pierwsza wielka miłość. Jedyna i nieodwołalna. I oczywiście platoniczna, nie mająca szansy się spełnić. Pan Z. tak go nazwijmy. Boże, jak ja byłam w nim zakochana. Oczywiście dziecinne zakochana. Bo w sumie to nigdy z nim nie rozmawiałam. To było takie dziwne po prostu. Straaaaasznie mi się podobał. Mój ideał: wysoki, ciemne oczy, opalony, wysportowany brunet. Kochałam na niego patrzeć. Ale że było to platoniczne, z wiekiem mi przeszło.
Kolejna wielka miłość ? Bardziej dojrzalsza. Pan J. I mój pierwszy”chłopak”. O ile można było to nazwać związkiem. Też zbyt dziecinne. Bałam się że coś zjebie, nie zachowywałam się przy nim naturalnie. Przez tą, hmm… miłość zepsułam przyjaźń z moją przyjaciółką. Za dużo by pisać, zbyt to wszystko pogmatwane. Ale i tak wszystko ułożyło się dobrze. Z przyjaciółka się pogodziłam a z Panem J. zostaliśmy przyjaciółmi. Ale i tak dlugoooo trwało to, że mi przeszło. W zasadzie do teraz. Niedawno zrozumiałam, że mi przeszło. Choć czasem się zastanawiam czy na serio. Momentami mam wrażenie że nadal mi zależy. W zasadzie to jak go widzę. Kolejny ideał. O taaaak: wysoki, przystojny, wysportowany, dłuższe brązowe włosy, zielone oczy.. Mega ;D
A co teraz jest ? Hmm.. Teraz jest pan M. Taaak. Pogmatwane to wszystko beznadziejnie. W zasadzie to jestem w nim zakochana. I byłoby wszystko zajebiście, gdyby nie pan J. No, ale skoro jestem tak beznadziejnie beznadziejna i robię rzeczy, których nie powinnam to tak jest. I bardzo żałuje. Bo gdyby nie jedna sytuacja byłoby zajebiście. Miałabym pana M. na wyciągnięcie reki. W zasadzie to mam, ale on się przed tym broni. Ale uwielbiam go. Uwielbiam jego uśmiech, oczy. Uwielbiam go całować. Uwielbiam jego dłuższe, kręcone włosy. Uwielbiam !

Tak. Wychodzę na to, że jestem pewnie zajebiście dziwna osobą. Status „wielkich” miłości na osiemnaście lat życia: trzy. I pytanie:tylko czy aż ? Bo patrząc na opowiadania moich koleżanek, ich miłości było o wiele więcej. I czasem zastanawiam się od czego to zależy. Może tylko ja taka jestem ?

I co będzie dalej ? Hmm.. nie wiem. Ale wiem, że muszę naprawić parę spraw a przede wszystkim przestać się bać i zwracać uwagę na to, co myślą o mnie inni.
W pewnych sprawach muszę być egoistką.