Pan J.

Zdecydowanie za często myślę o panu J. To znaczy ostatnio o nim myślę. Ale nie że myślę-myśle, tylko po prostu myślę. Przed snem lub w momentach, kiedy mam ochotę odciąć się od rzeczywistości. Po prostu. Bez zobowiązań. Tylko dlatego, żeby mieć się kimś spotykać w mojej głowie. Bo nie mam o kim myśleć . Powinnam o tej Ostatniej Osobie, ale jakoś nie mogę. Nie udaje mi się. Albo po prostu nie chce.. Nie, na pewno nie mogę. Chyba jeszcze nie przetrawiłam tego wszystkiego w ten sposób, by móc o nim myśleć i wspominać. Ale znając życie, to już niedługo się stanie. Ale na pewno nie na razie, bo po prostu kiedy myślę o Tym Człowieku mam ochotę coś rozwalić. Totalne wkurzenie ! Po prostu denerwuje mnie ten człowiek. Oczywiście nie spotykam się z nim zbyt często, ale kiedy ma się wspólnych znajomych takie spotkania są nieuniknione..
A wracając do pana J. Od jakiegoś czasu o nim myślę. Ale to tylko dlatego, że po prostu mi pomógł. Wiem, że to dziwne, że były chłopak może komuś pomóc, ale w tym przypadku mi pomógł. Gdy przyszły dni załamania i totalnego rozbicia, to on był osobą która neutralnie ze mną pogadała, wysłuchała i ponadto coś zaoferowała. Zaoferowała dużo. A właściwie parę chwil, zainteresowania i pokazania mi, że jestem fajną dziewczyna. Taaak, brzmi dziwnie ale naprawdę było hmm… miło. Do tego stopnia, że w tych najgorszych dniach nie myślałam o tym, co się stało tylko o panu J. W zasadzie o naszych spotkaniach.
Ale to co dobre zawsze się kończy. A że to był pan J. to oczywiście skończyło się bardzo szybko. Ale dziękuje, naprawdę. Przynajmniej mam co wspominać. I mogłabym to powtórzyć. Tak bez zabowiązań. Bo mówiąc o panu J. nie warto mówić o zobowiązaniach. Bo to jest człowiek bez zobowiązań. Totalna wolność, żadnych obowiązków, problemów. I za to go lubię. Za to, że pod każdym względem jest neutralny. Ze nic do nikogo nie ma. I że jak na swoich byłych umiemy ze sobą tak normalnie rozmawiać. I że jesteśmy tak po prostu kolegami. Bez problemów. i tylko kolegami, bo temat hmm… miłości mamy już przerobiony. To znaczy ja mam. Oczywiście nie twierdze, że to co było mogłoby nie wrócić, bo ponoć wspomnienia wracają,ale nie teraz. Bo lepiej żebym co do pana J. się nie angażowała. Tak będzie lepiej dla mnie. Bo znam go i wiem jaki jest. A na razie wole sobie oszczędzić wszelakich spraw damsko-męskich. Wolę być szlacheckim singlem.
A co do myślenia o panu J ? Będę o nim czasem myśleć. Kiedy do głowy będą przychodzić jakieś głupie fazki, lub będę chciała sobie poprawić humor. Tak po prostu. Będę przenosić się w świat, który nigdy nie będzie taki w realu.
!