K jak KONIEC, czyli są sprawy, które muszą się zakończyć

Siedzę w jego ulubionej miejscówce. Pale szluga. Nie robię tego często, dlatego kręci mi się w głowie. Jest kurewsko zimno. Myślę.

Jestem dla niego zwykła opcja. Koleżanka. Kimś, kto jest na każde jego zawołanie. Kimś, kto odda ci się dobrowolnie. Ze słabości. Zwykłej cholernej słabości. A może to nawyk? Zwykle przyzwyczajenie, z którym da się walczyć? Może to wszystko jest jak papieros? Palisz bo lubisz ale tak naprawdę zabija cię to od środka. A może to choroba? Tylko jak zdefiniować ta dolegliwość? „Stan miłosny charakteryzujący się uwielbieniem danej osoby, myśleniem o niej, dostrzeganiem tylko jej zalet (z postępem choroby także jej wad) oraz pociągiem fizycznym. Zarażony nie dba o siebie, nie widzi nowych osobników, dostrzega tylko dana osobę. Jest w stanie poświęcić dla niego wiele, czasem zbyt dużo. Często jest wykorzystywany przez danego osobnika, ma tego świadomość ale i tak dąży do tego dalej.” Brzmi idiotyczne.
Jestem idiotka. Ja wiem, zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko jest bez sensu. Ulegam mu, choć wiem, że to dla niego tylko chwila. Ja jestem ta chwila. Jedną z wielu, bo przecież wiem jaki jest. Sam opowiada mi o laskach, na które leci. Czy mnie to boli? Gdzieś tak, ale nie staram się nie brać tego do siebie. Bo po co?
I tak właśnie nadszedł dzień, w którym dotarło do mnie, że to nie ma sensu. Tak, tak, wiem że wielokrotnie to mówiłam, ale teraz to już na pewno. Siedziałam na twoich kolanach i pomyślałam sobie, że jednak to nie to. To wszystko, te nasze spotkania były bezuczuciowe. Te pocałunki, to dotykanie się.. Było fajnie, ale zbyt automatyczne. Co innego całować osobę, którą się naprawdę kocha. To całkiem inne uczucie, nie podobne do tego, które czułam będąc z tobą. Coś się wypaliło, nie ma tego co kiedyś. Tylko pytanie: co naprawdę było ?
Owszem, zawsze pozostanie dla mnie kimś ważnym. Będzie moim kumplem, niezależnie od wszystkiego. Jego nie da się nie lubić. Da się z nim po prostu pogadać jak z kumplem. Bo jest i powinien być dla mnie kolegą tylko i wyłącznie.
Ostatnio to sobie obiecałam. I nie tylko sobie, mojej przyjaciółce też. Obiecałam, że już nigdy więcej nic nie będzie mnie łączyć z tym człowiekiem. Dobra, trzy tygodnie temu złamałam obietnice. Spotkałam się z nim mimo tego wszystkiego. Ale tego potrzebowałam. Wtedy dotarło do mnie, że to już koniec. Koniec tej zabawy. To było pożegnanie. Było fajnie na początku, ale trzeba to zakończyć. Teraz, kiedy nie zniszczyło mnie to tak do końca, kiedy potrafię się pozbierać. Muszę się z tego wyleczyć. Nie chce ranić siebie i innych.

Czy dam radę ? Muszę. Muszę i nie mam wyjścia. Teraz mi się uda. Mam do tego siłę i motywację. Nie da się ograniczyć naszych kontaktów na tle grupowym, ale nie zgodzę się te sam na sam. Będzie dla  mnie tylko kolegą, to postanowione. Przynajmniej pokażę sobie i jemu, że jestem coś warta. Może wtedy coś do niego dotrze. Odnajdę swoją wartość.
I postaram się, żeby jego imię już więcej się tutaj nie przewijało.
Za dużo tego było.
To koniec tej love story.
Koniec mnie i pana J.
Nareszcie.



Może czas się ogarnąć ?

A może czas się ogarnąć ? Czas pokazać wszystkim a przede wszystkim sobie, że jednak jest się silnym. Że można przestać. Że da się.
Tylko pytanie: czy da się zabiegać o osobę, która zajmowała w.twoim sercu najważniejsze miejsce przed długi czas ? Czy da się zapomnieć ? Nie, zapomnieć się nie da, ale moze da się spróbować ignorować ta osobę ? Czy to wykonalne. A co, jeżeli się wie, że dana osoba cię wykorzystuje, że jesteś dla niej tylko zabawką. Dzisiaj jest fajnie, jutro o Tobie zapomni. Na Twoim miejscu będzie ktoś inny. Ale tylko przez chwilę, bo potem znów będziesz ty. A naradzie pozostaje Ci czekać w kolejce..
Czasem trzeba się ogarnąć. Czasem trzeba powiedzieć sobie po prostu ‚dosc’. Czasem trzeba cos zakonczyc. Jeżeli boisz się, że nie dasz rady, to chociaż spróbuj. Może akurat Ci się poszczesci !

C jak CZAS, czyli wszystko jest do czasu.

‚Wszystko jest do czasu.’

Wszystko się kiedyś kończy, niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie.
Wszystko, co dobre, się kiedyś kończy. Smutne, ale prawdziwe. Nie da się tego zmienić.
Dzis jesteśmy ma górze, jutro czeka na nas dol.
Dzisiaj uśmiech i radość, jutro płacz i smutek.
Nie można być pewnym. Pewność szybko znika, ucieka i zostawia nas samych.
Dzisiaj i tutaj jesteśmy samotni, jutro czeka na nas druga osoba. I tylko na nas. Na długo ?
Być może na moment, na chwilę. Zdarzają się przypadki, że na długo. Na całe życie..
Przypadki chodzą po ludziach. Ich też nie da się przewidzieć. Przychodzą i mieszają w życiu.
‚Wszystko jest do czasu.’
Miejsca są do czasu, dni są do czasu, uczucia są do czasu.
Ludzie są do czasu.
Przychodzą i odchodzą. A wraz z nimi wszystko się kończy. Po prostu. Koniec.

‚Wszystko jest do czasu.’
Nasze życie jest do czasu. Sekundy lecą, godziny lecą, dni lecą. Człowiek na szczęście to wykorzystuje. S przynajmniej się stara. Co to by było za życie, gdyby się nie starał. Musi się starać.
Powołaniem człowieka jest wykorzystywanie życia i branie go garściami. W końcu to prezent o losu. Najwspanialszy. Jedyny i niepowtarzalny. Nie może się zmarnować. Trzeba go wykorzystywać.
Trzeba wpoić sobie jedną zasadę i trzymać się jej, bo to nie pozwoli się załamać. Trzeba mieć na uwadze, że życie jest jedno !

‚Wszystko jest do czasu.’



P jak POŻEGNANIE czyli do pana M.

Wczoraj wykasowałam z Facebooku  wszystkie zdjęcia związane z panem M. I wiecie co ? Jestem z siebie dumna. Bo tak naprawdę rok temu, w walentynki to wszystko się zaczęło.. To całe, pożal się Boże, Love Story. Owszem, było fajnie. I nie żałuje. Przynajmniej coś przeżyłam. I chociaż minie jeszcze dużo czasu, nie będę za nim rozpaczać. Nie warto. Bo po co ? Wiem, że już nic nigdy nie będzie i nie ma szans na powrót, więc nie ma sensu się przejmować. Było, minęło. Życie idzie dalej. Nie z nim, to z kimś innym. Przede mną jeszcze dużo miłości i rozczarowań, więc jeszcze będzie ciekawie. I chyba ogarnęłam powoli tą sytuacje. Przynajmniej wspomnienia wywołują uśmiech na mojej twarzy ; )

Dziękuje Ci, panie M. za to, że byłeś w moim życiu przez całe pół roku. Dziękuje za te wszystkie dobre i złe chwilę. Dziękuje za to, że pozwoliłeś mi uwierzyć w siebie. I uwierzyć w to, że jednak marzenia się spełniają. Byłeś moim marzeniem i Cię dostałam. Pokazałam wszystkim, że nie wolno się poddawać. Dzięki Tobie pokonałam swoje lęki i uwierzyłam w to, że mogę więcej. Dziękuje za wszystkie pocałunki, za wszystkie rozmowy i wszystkie nasze „akcje”. Za wszystko co wywołuje uśmiech na mojej twarzy do tej pory. Dziękuje za to, że byłeś dla mnie osobą numer jeden. Dziękuje !