Chwila.

„To nie tak, że cię kocham. To raczej niepohamowana chęć bycia przy tobie, bycia obdarowywanym przez twój uśmiech. Chwilowe zainteresowanie twojej osoby moją osobą. Jedno słowo, jeden mały gest. Chęć bycia w twojej głowie, w twojej myśli choć przez chwilę, przez małą, krótką, ulotną, nic nieznaczącą chwilę..Chęć bycia w twoim towarzystwie.
To przede wszystkim próbowanie okłamać siebie, że nic do ciebie nie czuję, że potrafię się od tego uwolnić. Chęć oszukiwania siebie, zawsze gdy cię spotkam. Chęć życia w kłamstwie. Iluzja, że jednak wygrałam.
Nie wygrałam. Nie wiem, czy wygram. Nie pomagają mi twoje oczy, twój uśmiech. Nie pomaga mi wspomnienie twojego zapachu. Dotyku. Smaku twoich ust. Twojego głosu.”

Chce wygrać.

Jestem idiotką.

*przepraszam z góry, za wszystkie wulgaryzmy, ale nie umiem nad tym zapanować

Jestem idiotką.

Jestem pojebana. I otwarcie się do tego przyznaje. Wiem, że nie powinnam, ale z własnej winy się zadręczam. Bo po chuj o Nim myślę? Znowu. Był okres, kiedy w ogóle o Nim nie myślałam (nie okłamujmy się-prawie), ale na pewno nie w takiej ilości jak teraz. Ale to chyba dlatego, że teraz częściej go widzę. I jeszcze do tego ta jego, pożal się Boże „dziewczyna”. Jeszcze jakby to było jakieś big love, ale błagam, co to w ogole jest?!
Historia jest taka: leciał na jedną dziewczynę, wiem, bo sam mi to mówił, ale ona go nie chciała. I wymyśliła sobie, że powie swojej słit przyjaciółce, że On leci na nią (na tą przyjaciółkę)i odwrotnie- że ona leci na niego. I zaczęli ze sobą chodzić, tak nagle. Nie mówiąc już o tym że ta dziewczyna wkopała także mojego kuzyna, a jego przyjaciela, któremu strasznie podobala się owa dziewczyna, z którą chodzi teraz On. Suki. Obie.

Tak, wiem, aż kipię czystą niepochamowaną zazdrością. Zazdrość- coż za uczucie. Prawda jest taka i nie mam zamiaru się oszukiwać, jestem zazdrosna o niego. Nie będe tutaj pieprzyć tych wszystkich pierdół typu, że nie powinnam,  że mi nie wolno bla bla bla… To nic nie daje. I tak będe zazdrosna dalej. Ja pierdole tylko że ja nie chce być! To naprawdę nie jest mi potrzebne do życia. Okej, rozumiem, być zazdrosnym o kogoś, kto coś do ciebie czuje, ale być zazdrosnym o jakiegoś idiotę, to już inna historia.
Nie daję sobie rady. Nie radzę sobie. To wszystko jest tak pojebane, że aż chce mi sie śmiać i płakać jednocześnie.. I jeszcze to uczucie w środku. Ta bezradność kiedy nie można nic zrobić. Kiedy zostajesz sam ze swoimi myślami i swoimi uczuciami. Kiedy widzisz Tą osobę, która nie patrzy na ciebie, tylko na kogoś zupełnie innego. Ja pierdole, co jest ze mną nie tak? Czemu nie mogę mieć najnormalniej w świecie „wyjebane”, tylko się przejmuje?! I jeszcze ‚czym’ się przejmuje – człowiekiem, który całkowicie ma na mnie mnie w dupie i dla którego znaczę tyle co nic. Wiem, żałosna jestem.
Tylko to boli. I czasem mam wrażenie, że już zawsze będe mieć słabość do Niego. Że już zawsze gdzieś będzie On. Owszem, będa jakieś romanse, ale co to zmieni? Czy muszę być skazana na niego?
To mnie rani. Nie on, bo on nie jest winny. Ranię się sama. Dobrowolnie i świadomie.

Dobra nie okłamujmy się – nie mogę NIE pisać o panu J. Nie mam z kim pogadać na ten temat, więc pozostanie mi pisanie o nim. Przepraszam, bo obiecałam, że już nie będe, kiedyś tam.No nie dam rady.

Frajerka, idiotka, naiwniaczka, kretynka..Cała ja.

N jak NADZIEJA, czyli matka głupich?

‚Nadzieja matką głupich’ powiadają. Bo czym naprawdę jest nadzieja? Jest hmm.. uczuciem? Chyba nie można jej tak nazwać. Ona nie mieści się w żadnym pojęciu. Ona po prostu jest. Nie da się jej zdefiniować. Gdy człowiek jej doświadcza, po prostu to wie.

Warto mieć nadzieję? Czymże jest nadzieja w dzisiejszym świecie. Dzisiaj wszystko zmienia się z minuty na minutę i nasze życie może zmienić się w każdym momencie. Czy z tego powodu warto ja mieć?
Mamy nadzieję zawsze kiedy znajdziemy się w jakieś beznadziejnej sytuacji, gdy wszystko obraca się przeciwko nam. Wtedy nachodzi nas właśnie ta myśl: ” Może się wszystko zmieni? Może będzie lepiej?” No właśnie – może. Tylko to „może” i to słowo kieruje nas w stronę nadziei. Nadziei, która pozwala przeżyć w najbardziej krytycznym momencie naszego życia. Tak po prostu. Bo właśnie ta niepewność, że wszystko może być dobrze trzyma nas jeszcze w dobrym stanie. Bo co jeśli życie całkowicie się od nas odwrócili? Wtedy myślisz i mówisz: ” Mam nadzieję, że..” I od razu do głowy przychodzi ci myśl, że wszystko będzie dobrze, że jeszcze nie wszystko stracone..
„Nadzieja umiera ostatnia” powiadają. Bo czymże byłby człowiek bez nadziei? Pewnie załamałby się całkowicie i nie walczył. Poddałby się. Dla niego byłby już koniec. Bo warto mieć nadzieję. To coś, co trzyma nas przy życiu i co pozwala nam wierzyć w marzenia. Jeśli życie układa się nie po naszej myśli, kiedy wszystko dookoła się wali, trzeba walczyć. A do tego trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro!

 

 

„Ja wierzę. Naprawdę. Gdzieś w sobie trzymam uczucie. Mam nadzieję. Mam nadzieję i zawsze będę ja mieć. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła tak po prostu do Ciebie podejść, popatrzyć w Twoje zielone oczy, zobaczyć Twój zakłopotany uśmiech. Mam nadzieję, że stanę na palcach, Ty schylisz głowę a ja Cię pocałuje. Tak po prostu.”

 

 

wstyd mi, tak bardzo wstyd.

K jak KONIEC, czyli są sprawy, które muszą się zakończyć

Siedzę w jego ulubionej miejscówce. Pale szluga. Nie robię tego często, dlatego kręci mi się w głowie. Jest kurewsko zimno. Myślę.

Jestem dla niego zwykła opcja. Koleżanka. Kimś, kto jest na każde jego zawołanie. Kimś, kto odda ci się dobrowolnie. Ze słabości. Zwykłej cholernej słabości. A może to nawyk? Zwykle przyzwyczajenie, z którym da się walczyć? Może to wszystko jest jak papieros? Palisz bo lubisz ale tak naprawdę zabija cię to od środka. A może to choroba? Tylko jak zdefiniować ta dolegliwość? „Stan miłosny charakteryzujący się uwielbieniem danej osoby, myśleniem o niej, dostrzeganiem tylko jej zalet (z postępem choroby także jej wad) oraz pociągiem fizycznym. Zarażony nie dba o siebie, nie widzi nowych osobników, dostrzega tylko dana osobę. Jest w stanie poświęcić dla niego wiele, czasem zbyt dużo. Często jest wykorzystywany przez danego osobnika, ma tego świadomość ale i tak dąży do tego dalej.” Brzmi idiotyczne.
Jestem idiotka. Ja wiem, zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko jest bez sensu. Ulegam mu, choć wiem, że to dla niego tylko chwila. Ja jestem ta chwila. Jedną z wielu, bo przecież wiem jaki jest. Sam opowiada mi o laskach, na które leci. Czy mnie to boli? Gdzieś tak, ale nie staram się nie brać tego do siebie. Bo po co?
I tak właśnie nadszedł dzień, w którym dotarło do mnie, że to nie ma sensu. Tak, tak, wiem że wielokrotnie to mówiłam, ale teraz to już na pewno. Siedziałam na twoich kolanach i pomyślałam sobie, że jednak to nie to. To wszystko, te nasze spotkania były bezuczuciowe. Te pocałunki, to dotykanie się.. Było fajnie, ale zbyt automatyczne. Co innego całować osobę, którą się naprawdę kocha. To całkiem inne uczucie, nie podobne do tego, które czułam będąc z tobą. Coś się wypaliło, nie ma tego co kiedyś. Tylko pytanie: co naprawdę było ?
Owszem, zawsze pozostanie dla mnie kimś ważnym. Będzie moim kumplem, niezależnie od wszystkiego. Jego nie da się nie lubić. Da się z nim po prostu pogadać jak z kumplem. Bo jest i powinien być dla mnie kolegą tylko i wyłącznie.
Ostatnio to sobie obiecałam. I nie tylko sobie, mojej przyjaciółce też. Obiecałam, że już nigdy więcej nic nie będzie mnie łączyć z tym człowiekiem. Dobra, trzy tygodnie temu złamałam obietnice. Spotkałam się z nim mimo tego wszystkiego. Ale tego potrzebowałam. Wtedy dotarło do mnie, że to już koniec. Koniec tej zabawy. To było pożegnanie. Było fajnie na początku, ale trzeba to zakończyć. Teraz, kiedy nie zniszczyło mnie to tak do końca, kiedy potrafię się pozbierać. Muszę się z tego wyleczyć. Nie chce ranić siebie i innych.

Czy dam radę ? Muszę. Muszę i nie mam wyjścia. Teraz mi się uda. Mam do tego siłę i motywację. Nie da się ograniczyć naszych kontaktów na tle grupowym, ale nie zgodzę się te sam na sam. Będzie dla  mnie tylko kolegą, to postanowione. Przynajmniej pokażę sobie i jemu, że jestem coś warta. Może wtedy coś do niego dotrze. Odnajdę swoją wartość.
I postaram się, żeby jego imię już więcej się tutaj nie przewijało.
Za dużo tego było.
To koniec tej love story.
Koniec mnie i pana J.
Nareszcie.



‚You stole my heart and I your willing victim..’

J.

Kochałam Cię. Kocham Cię. Będę Cię kochać. Zawsze. Nic ani nikt tego nie zmieni. Być może pojawi się w moim życiu ktoś, kogo również pokocham, ale nie będzie to ‚ta’ miłość. Pierwsza, prawdziwa miłość. To uczucie będzie inne. Będzie miłością, ale nie miłością przez duże M.
Kocham Cię. Za to, że jesteś i za to, że Cię nie ma. Za to, jaki jesteś. Znam Cię na swój sposób. Wiem, że się strasznie różnimy, ale to nie ważne. Możemy się uzupełniać. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Ja wiem, że wszystko mnie ciągnie do Ciebie. Bez względu na to, jak się zachowujesz, jaki jesteś w stosunku do mnie. Wiem, że jestem dla Ciebie tylko koleżanka. Trudno. To nie zmienia faktu, że Ty jesteś dla mnie kimś znacznie ważniejszym.
I chociaż czasem mi się wydaje, że moje uczucie słabnie, to nigdy to się nie zmieni. Mogą być gorsze dni, ale zawsze to będzie miłość. Nawet gdy na swój sposób pokocham kogoś innego. Ty zawsze będziesz w moim sercu.
Co ja poradzę, że Cię kocham ? To silniejsze ode mnie. Oczywiście wiem, że jestem pojebaną romantyczką i częściej o takim zachowaniu jak moje czytam w książkach, ale nie mogę z tym walczyć. Taka już jestem. Po prostu na Twój widok mojego serce tańczy. Po prostu Cię uwielbiam. Że wszystkimi wadami i zaletami. Z twoim uśmiechem i poczuciem humoru. Z twoim wyglądem. Z twoimi oczami, tak zajebiście zielonymi. Kocham się w nie patrzeć, chociaż nie zdarza mi się to,zbyt często, niestety.
Wiem, jaki jesteś. Wiem, że nic dla Ciebie nie znaczę. Wiem, jaki tryb życia prowadzisz. Ba, nawet wiem, ile dziewczyn masz zdobytych, zresztą sam mi powiedziałeś. Wiem, że nasze jednorazowe rozmowy nic dla Ciebie nie znaczą, ale ja biorę do serca każde Twoje słowo. Na dźwięk Twojego imienia zamieniam się w słuch. Chce słyszeć Twój głos zawsze i wciąż. Twoje każde słowo zwrócone do mnie, zapisuje w pamięci i analizuje. Czuje ‚motylki’ w brzuchu gdy Cię widzę. Każde twoje spojrzenie i gest w moją stronę powoduje, że nadzieja na bycie Twoją odżywa.
Kocham Twoje usta. Kocham Twoje pocałunki, które udało mi się wygrać od Ciebie. Zawsze będę pamiętać smak Twoich ust, zapach twojego ciała. Twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze. Zawsze będzie. Ciepło Twoich rąk oplatających moje ciało to narkotyk.
Ty jesteś moim narkotykiem. Moim ziołem. Moim osobistym alkoholem. Zawsze i wciąż..
To głupie, ale to uczucie trwa bardzo długo. Jakieś cztery lata. Cztery lata zmagań że samym sobą. Poznawanie Cię jako osoby, która darze miłością. Cóż, że znamy się od dziecka, skoro poznaje Cie dopiero od jakiegoś czasu. I chciałabym, aby tego poznawania było więcej.. Ale to tylko marzenia. Z pewnością nie jest mi pisane być z Tobą. To moje osobiste marzenie, dla Ciebie jestem tylko zabawka. Zresztą parę rady się przecież przekonałam jaki jesteś. Dla Ciebie nie ma czegoś takiego jak miłość do mnie. Jestem dla ciebie tylko koleżanka, która możesz się pobawić raz na jakiś czas. Tak nie powinno być, powinnam mówić nie. Ale po prostu nie potrafię. To silniejsze ode mnie. Zawsze będę pragnęła twojej bliskości i chwilowego zainteresowania od Ciebie. Nigdy Ci nie odmowie.
Zawsze będę na Ciebie czekać. Zawsze możesz przyjść do mnie. Zawsze możesz mnie pokochać.
I chociażbym każdemu mówiła, że nic do Ciebie nie czuje, to zawsze będzie kłamstwo. I wiem, że zawsze będę sprawiać wrażenie, jakbym traktowała Cię neutralnie, jakbyś był tylko kolegą. Ale nigdy nie będziesz. Zawsze będę traktować Cię z miłością. Już nie boję się tego słowa w stosunku do Ciebie. Już mogę śmiało się do tego przyznawać w mojej głowie. Już nie będę tego spychała na dalszy plan. Już to sobie uświadomiłam. I naprawdę mi ulżyło.
Zawsze będziesz mój w moich marzeniach..

Może czas Cię odstawić na dalszy plan ?