P jak PODSUMOWANIE czyli rok 2012 w paru słowach

Podsumowując: rok 2012 był najbardziej pojebanym i walniętym rokiem w moim życiu. Totalnie powalony i pokręcony. Rok numerów jeden.

Oczywiście zaczął się niewinnie. Najlepszą imprezą, na jakiej kiedykolwiek byłam.Domówka. Od niej zaczęło się wszystko. To na niej poznałam człowieka, wokół którego kręcił się tamten rok. Moja hmm.. druga miłość. Od kwietnia starałam się o jego uczucie, a w czerwcu mi się udało. Potem były wakacje: najlepsze wakacje jakie do tej pory przeżyłam. Bo z nim. Było zajebiście, ale co dobre to się szybko kończy. I się szybko skończyło. Potem było zapominanie, lekki dół i zaczynanie życia od nowa. Znowu.
W kwestii towarzyskiej ? Zyskałam tzw. polularność. Poznałam strasznie dużo ludzi. Pozytywnych ludzi, którzy umieją się bawić. Przy których nuda nie istnieje. Lubię ich. Nie przejechałam się na starych znajomościach. Spędzałam strasznie dużo czasu z fajnymi ludźmi, co pozwalało mi się wyluzować. I z nimi skończyłam ten rok na imprezie i było mega fajnie.
Rok numerów jeden ? Pierwsze prawdziwe pocałunki (wiem, jak na osiemnastkę to strasznie późno, ale mowa o mnie więc nie ma co się dziwić). Pierwsza prawdziwa spełniona miłość. Pierwsze prawdziwe bycie razem. Pierwsze kocham. Pierwsze koniec. Pierwszy płacz przez kogoś. Pierwsze prawdziwe rozmowy. Poznawanie ludzi, których do tych pory myślało, że się zna. Pierwsze romanse. Pierwszy ten „pierwszy raz”…

Co do facetów ? To, ku mojemu zaskoczeniu, dosyć dużo mogłoby się tu przewinąć. Oczywiście nie w tym sensie. Po prostu zauważam, że jakimś cudem faceci zwracają na mnie uwagę. Na mnie ! Nie ogarniam do końca czemu tak jest, ale to chyba kwestia wiary w siebie a u mnie z tym kiepsko. To znaczy czasami. Jak mam lepszy dzień, to uważam siebie za całkiem niezłą dupę (wiem, nieskromnie). Ale to tylko czasami. Bo na ogół uważam się za średnią piękność. A co do facetów to ja też zaczęłam przestać wybrzydzać. Dużo rybek w tym akwarium pływa ;)
Jak podsumowuje ubiegły rok ? Był zajebisty i ciekawy. Mimo tych wszystkich wpadek i żalów. Było ciekawie. I naprawdę dziękuje za niego, bo mogłam się dużo nauczyć. W jakimś stopniu ukształtował się mój charakter a przeżycia pozwolą mi lepiej radzić sobie w tej odległej przyszłości.Bo przecież takie „dorosłe” dziecko jak ja musi sobie poradzić.

Jakie przyrzeczenia na Nowy Rok ?
1. Zajebiście się bawić !
2. Mniej spożywać napojów wysoko procentówych (czasem przesadzam)
3. Zdać tzw. egzamin dojrzałości – MATURA (hahaaha)
4. Jeśli mi się uda, to przebierać w facetach (wiem, okrutne, ale też mi się coś od życia należy, prawda?
5. Rozkochać w sobie pana J., aby pokazać mu, co stracił (a przy okazji spędzić z nim całkiem miłe chwile, tak dla swojej korzyści oczywiście)
6. Uczyć,się, uczyć (nie tylko w szkole, ale przede wszystkim ŻYCIA ! )

Ale przede wszystkim: korzystać z życia ! :D

Pan M. czyli krótka historia mojej „Miłości”…

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że dociera do mnie to, co miało dotrzeć parę miesięcy temu. Taki szok pourazowy, z półrocznym opóźnieniem. Ale to musiało się stać, prędzej czy później. I stało się. Dotarło do mnie, że to wszystko się skończyło.Wtedy serce mi pękło. Dosłownie. Kiedy usłyszałam te słowa. „To koniec”. Powiedział, i odszedł. Niby coś tam tłumacząc, ale przede wszystkim kłamiąc. Po prostu odszedł.

Pan M. Imię od najsłynniejszego świętego na świecie, który obdarowuje nas prezentami. Ale dla mnie i tutaj niech będzie pan M. Będzie mi jakoś łatwiej. Kim dla mnie był ? Najważniejszą osobą na świecie. Dokładnie od tamtego sylwestra.Wtedy to wszystko się zaczęło. Cała nasza znajomość. Wszystkie sms’y, spotkania, flirty. Powoli się do niego przekonywałam, chociaż tego nie chciałam. A potem była impreza, po której, wydawało mi się, że wszystko się skończyło.. Tak to wyglądało. Zresztą sam przyznał, że to nie ma sensu, że po tym incydencie już nie będzie tak jak było. I wtedy dotarło do mnie, że go kocham. Tak naprawdę. Wcześniej się do tego nie przyznawałam, ale taka była prawda. Kochałam go, a on kochał mnie..
Potem nadszedł okres tak zwanej separacji. Totalny dół. Bez możliwości wyjścia. Załamanie moje i jego. Aż do momentu, kiedy do niego dotarło. Dotarło, że nie może o mnie zapomnieć. A ja o nim. Dobijała nas ta obojętność w stosunku do siebie. I wtedy właśnie spełniło się moje marzenie, spełniła się to,co chciałam. Chciałam być z nim. I byliśmy razem. Tak po prostu, tak prawdziwie. Bez tego dziecinnego: „Będziesz ze mną chodzić”. Po prostu. Rozmowa, która zmieniła wiele, była po prostu niesamowita. Taka już hmm.. całkiem dorosła. Wszystko to, co leżało nam na sercu zostało powiedziane, wszystkie smutki odpłynęły.

Byłam ja i pan M.  A. i M. Oboje. Ja jego, on mój. Ideał. Wysoki, przystojny z burzą kręconych włosów dookoła głowy. Kudłaty. Mój Kudłaty, nikogo więcej. I było cudownie. Wszystkie spotkania, wszystkie pocałunki, wszystkie akcje, wszystkie spojrzenia, maleńka zazdrość, wszystkie rozmowy. Wszystko było tak jak powinno być. Oczywiście, jak przystało na osobę, która nie docenia siebie tak jak powinna, nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam uwierzyć w to, że to wszystko się dzieje. Byłam mega szczęśliwa. Były wakacje, które spędzałam z najlepszymi ludźmi i z kimś, kogo kochałam.
Ale gdzieś w głębi serca totalnie się bałam. Na początku były te wszystkie pytania, jak to będzie i w ogóle. Ale ten strach minął. Potem przyszło to uczucie. Dziwne uczucie. Przez cały czas miałam wrażenie, że to zaraz się skończy. Bałam się tego, ale nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Po prostu jakaś maleńka część w mojej głowie się bała. Ale to pewnie dlatego, że to jestem ja. Osoba, która zawsze wszystkim się przejmuje.
Life is brutal, jak to mówią. Pewnego dnia wszystko się skończyło bo pojawiła się ta druga. Nie będę owijać  w bawełnę, że jej nienawidzę. Suka. Po prostu się pojawiła, a pan M. nie omieszkał się nią zainteresować. I wtedy wszystko się skończyło. Wszystko. Całe to popierdolone love story ! Nie było nic, z dnia na dzień wszystko się zmieniło.

Rozstanie ? Chujowe uczucie. Ból ? Niedopisania. I pierwszy i z pewnością nie ostatni płacz przez faceta. Potem był alkohol i zapijanie smutków. Pomogło na chwile, na tą najgorszą chwile, bo nie myślisz o Nim tylko o twoim kacu. Polecam. Potem są ludzie, którzy ci pomogą. Możesz się wypłakać, a oni nic ci nie powiedzą. Ale to są ludzie, których jest mało.
I potem jest dól i totalna załamka. I oczywiście myśl, że jesteś beznadziejna. Miałam wrażenie, ze to wszystko mogło spotkać tylko mnie. Ale pojawił się, jak już kiedyś wspominałam, pan J. Dawna miłość. I muszę mu podziękować za to, ze poświecił dla mnie swój cenny czas. Pokazał mi, że jestem kimś(wiem, nieskromnie). Po prostu mi pomógł. Pomógł mi rozmową, swoim poglądem na świat. Pomógł mi, bo okazał mi czułość, której w tamtym momencie potrzebowałam. Potem nie myślałam o panu M. tylko o J. I to mnie pochłonęło. Skończyły się wakacje, przyszła szkoła a przed snem pan J. M. dla mnie nie istniał. Gdzieś tam był, spotykałam go, ale był dla mnie obcy. Interesowałam się jego życiem, cieszyłam się z tego, że nie układa mu się z Suką, ale to tylko przez zwykłą kobiecą zazdrość. Że on wybrał ją, a nie mnie.

Nie potrafiłam o nim myśleć. Coś mnie blokowało. Po prostu zamknęłam ten rozdział w mojej głowie i go schowałam głęboko. Gdy jakaś myśl o nim się nasuwała, odrzucałam ją. Nie byłam gotowa. To z pewnością szok pourazowy. Tylko że trochę oddalony od faktu. Ale ostatnio coś się zmieniło. Przeczytałam sms’y od niego z rogalem na twarzy. Ze wszystkimi wspomnieniami. Ostatnio pojawia się w mojej głowie coraz częściej. W marzeniach oczywiście. Wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby.. Jakieś beznadziejne sytuacje. Ale wiem, że i tak nie będziemy razem. Nie ma szans. Po pierwsze: to rozstanie było bolesne. Po drugie: spotkaniami z J. skreśliłam wszystkie szanse, bo są dobrymi przyjaciółmi. Po trzecie: ostatnio zdarzyło się coś jeszcze, pewien incydent na imprezę, którym był świadkiem. Spędziłam miłe chwile z pewnym chłopakiem. A M. tez tam był. Nie zrobiłam tego specjalnie. Nie myślałam o nim wtedy.Zero uczuć. M. dla mnie nie istniał. Robiłam to, co chciałam. To nie było na pokaz, choć mogło to tak wyglądać..

To nie jest tak, że żałuje. Nie żałuje. Będąc z M. spędziłam najwspanialsze chwile jak dotąd. I to, że nie załamałam się całkowicie, to tylko dlatego, że to nie była moja wina. Ja nic nie zrobiłam źle. To jego wina. To on mnie odrzucił. I właśnie ta myśl była myślą przewodnią: „To nie twoja wina”. Nie wierzyłam, mówili, że nie był mnie wart, że dobrze że to koniec. To nic nie pomaga, bo człowiek po rozstaniu w to nie wierzy.
I zastanawiam się, czemu dotarło to do mnie tak późno. Nie, nie kocham go. Kochałam, ale z chwilą gdy powiedział, że to koniec, wszystko się skończyło. Urwała się ta nić, która nas łączyła. A co, jeśli gdzieś w głębi mi na nim zależy ? Nieee, to raczej nie możliwe. Choć denerwuje mnie myśl, ze mogłoby tak być. Może tej całej miłości się nie zapomina ? Chociaż jestem młoda i plotę głupoty. To nie miłość mnie przy nim trzyma. To po prostu kolejny etap tej terapii, zwanej zapominanie. Skoro przedtem się przed tym broniłam, dotarło to mnie teraz. I chyba tak musi być. To trzeba przejść. I nie twierdze, że M. jest dla mnie zakazany. Wiem z doświadczenia, że życie lubi niespodzianki, bo sam był dla mnie dużą niespodzianką. Po prostu na pewno nie teraz. Może kiedyś, gdy emocje opadną. A na daną chwilę nie ma nikogo. Właśnie !  Dlatego o nim myślę, bo nie mam o kim ! Genialnie. Czasem myślę o panu J. ale to czasem. A propos: ten człowiek wkurwia mnie coraz bardziej. Podły egoista. Lubię go, ale denerwuje mnie jego podejście do życia. No ale cóż, na daną chwile wstrzymuje się od jakichkolwiek kontaktów z tym człowiekiem. I pozostaje otwarta na inne. Jak to mówią – dużo rybek w tym akwarium. I tego się trzymam. Nie chcę z nikim być. Po prostu brakuje mi czułości i tego zainteresowania drugiego człowieka. Fajnie jest się do kogoś przytulić, ale jak chłopak i dziewczyna a nie przyjaciele. Fajnie jest być dla kogoś ważnym. A najlepiej to być z tym, kogo się najbardziej kocha.. Więc co dalej z panem M. ? Pewnie nic. Nie robię sobie nadziei, bo wiem, że to bezsensowne. Już dawno go sobie odpuściłam, ale jak to kiedyś sam powiedział:
„Może kiedyś. Tego się nie zapomina”

Słońca Łan <3