Chwila.

„To nie tak, że cię kocham. To raczej niepohamowana chęć bycia przy tobie, bycia obdarowywanym przez twój uśmiech. Chwilowe zainteresowanie twojej osoby moją osobą. Jedno słowo, jeden mały gest. Chęć bycia w twojej głowie, w twojej myśli choć przez chwilę, przez małą, krótką, ulotną, nic nieznaczącą chwilę..Chęć bycia w twoim towarzystwie.
To przede wszystkim próbowanie okłamać siebie, że nic do ciebie nie czuję, że potrafię się od tego uwolnić. Chęć oszukiwania siebie, zawsze gdy cię spotkam. Chęć życia w kłamstwie. Iluzja, że jednak wygrałam.
Nie wygrałam. Nie wiem, czy wygram. Nie pomagają mi twoje oczy, twój uśmiech. Nie pomaga mi wspomnienie twojego zapachu. Dotyku. Smaku twoich ust. Twojego głosu.”

Chce wygrać.

‚You stole my heart and I your willing victim..’

J.

Kochałam Cię. Kocham Cię. Będę Cię kochać. Zawsze. Nic ani nikt tego nie zmieni. Być może pojawi się w moim życiu ktoś, kogo również pokocham, ale nie będzie to ‚ta’ miłość. Pierwsza, prawdziwa miłość. To uczucie będzie inne. Będzie miłością, ale nie miłością przez duże M.
Kocham Cię. Za to, że jesteś i za to, że Cię nie ma. Za to, jaki jesteś. Znam Cię na swój sposób. Wiem, że się strasznie różnimy, ale to nie ważne. Możemy się uzupełniać. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Ja wiem, że wszystko mnie ciągnie do Ciebie. Bez względu na to, jak się zachowujesz, jaki jesteś w stosunku do mnie. Wiem, że jestem dla Ciebie tylko koleżanka. Trudno. To nie zmienia faktu, że Ty jesteś dla mnie kimś znacznie ważniejszym.
I chociaż czasem mi się wydaje, że moje uczucie słabnie, to nigdy to się nie zmieni. Mogą być gorsze dni, ale zawsze to będzie miłość. Nawet gdy na swój sposób pokocham kogoś innego. Ty zawsze będziesz w moim sercu.
Co ja poradzę, że Cię kocham ? To silniejsze ode mnie. Oczywiście wiem, że jestem pojebaną romantyczką i częściej o takim zachowaniu jak moje czytam w książkach, ale nie mogę z tym walczyć. Taka już jestem. Po prostu na Twój widok mojego serce tańczy. Po prostu Cię uwielbiam. Że wszystkimi wadami i zaletami. Z twoim uśmiechem i poczuciem humoru. Z twoim wyglądem. Z twoimi oczami, tak zajebiście zielonymi. Kocham się w nie patrzeć, chociaż nie zdarza mi się to,zbyt często, niestety.
Wiem, jaki jesteś. Wiem, że nic dla Ciebie nie znaczę. Wiem, jaki tryb życia prowadzisz. Ba, nawet wiem, ile dziewczyn masz zdobytych, zresztą sam mi powiedziałeś. Wiem, że nasze jednorazowe rozmowy nic dla Ciebie nie znaczą, ale ja biorę do serca każde Twoje słowo. Na dźwięk Twojego imienia zamieniam się w słuch. Chce słyszeć Twój głos zawsze i wciąż. Twoje każde słowo zwrócone do mnie, zapisuje w pamięci i analizuje. Czuje ‚motylki’ w brzuchu gdy Cię widzę. Każde twoje spojrzenie i gest w moją stronę powoduje, że nadzieja na bycie Twoją odżywa.
Kocham Twoje usta. Kocham Twoje pocałunki, które udało mi się wygrać od Ciebie. Zawsze będę pamiętać smak Twoich ust, zapach twojego ciała. Twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze. Zawsze będzie. Ciepło Twoich rąk oplatających moje ciało to narkotyk.
Ty jesteś moim narkotykiem. Moim ziołem. Moim osobistym alkoholem. Zawsze i wciąż..
To głupie, ale to uczucie trwa bardzo długo. Jakieś cztery lata. Cztery lata zmagań że samym sobą. Poznawanie Cię jako osoby, która darze miłością. Cóż, że znamy się od dziecka, skoro poznaje Cie dopiero od jakiegoś czasu. I chciałabym, aby tego poznawania było więcej.. Ale to tylko marzenia. Z pewnością nie jest mi pisane być z Tobą. To moje osobiste marzenie, dla Ciebie jestem tylko zabawka. Zresztą parę rady się przecież przekonałam jaki jesteś. Dla Ciebie nie ma czegoś takiego jak miłość do mnie. Jestem dla ciebie tylko koleżanka, która możesz się pobawić raz na jakiś czas. Tak nie powinno być, powinnam mówić nie. Ale po prostu nie potrafię. To silniejsze ode mnie. Zawsze będę pragnęła twojej bliskości i chwilowego zainteresowania od Ciebie. Nigdy Ci nie odmowie.
Zawsze będę na Ciebie czekać. Zawsze możesz przyjść do mnie. Zawsze możesz mnie pokochać.
I chociażbym każdemu mówiła, że nic do Ciebie nie czuje, to zawsze będzie kłamstwo. I wiem, że zawsze będę sprawiać wrażenie, jakbym traktowała Cię neutralnie, jakbyś był tylko kolegą. Ale nigdy nie będziesz. Zawsze będę traktować Cię z miłością. Już nie boję się tego słowa w stosunku do Ciebie. Już mogę śmiało się do tego przyznawać w mojej głowie. Już nie będę tego spychała na dalszy plan. Już to sobie uświadomiłam. I naprawdę mi ulżyło.
Zawsze będziesz mój w moich marzeniach..

Może czas Cię odstawić na dalszy plan ?



Pan M. czyli krótka historia mojej „Miłości”…

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że dociera do mnie to, co miało dotrzeć parę miesięcy temu. Taki szok pourazowy, z półrocznym opóźnieniem. Ale to musiało się stać, prędzej czy później. I stało się. Dotarło do mnie, że to wszystko się skończyło.Wtedy serce mi pękło. Dosłownie. Kiedy usłyszałam te słowa. „To koniec”. Powiedział, i odszedł. Niby coś tam tłumacząc, ale przede wszystkim kłamiąc. Po prostu odszedł.

Pan M. Imię od najsłynniejszego świętego na świecie, który obdarowuje nas prezentami. Ale dla mnie i tutaj niech będzie pan M. Będzie mi jakoś łatwiej. Kim dla mnie był ? Najważniejszą osobą na świecie. Dokładnie od tamtego sylwestra.Wtedy to wszystko się zaczęło. Cała nasza znajomość. Wszystkie sms’y, spotkania, flirty. Powoli się do niego przekonywałam, chociaż tego nie chciałam. A potem była impreza, po której, wydawało mi się, że wszystko się skończyło.. Tak to wyglądało. Zresztą sam przyznał, że to nie ma sensu, że po tym incydencie już nie będzie tak jak było. I wtedy dotarło do mnie, że go kocham. Tak naprawdę. Wcześniej się do tego nie przyznawałam, ale taka była prawda. Kochałam go, a on kochał mnie..
Potem nadszedł okres tak zwanej separacji. Totalny dół. Bez możliwości wyjścia. Załamanie moje i jego. Aż do momentu, kiedy do niego dotarło. Dotarło, że nie może o mnie zapomnieć. A ja o nim. Dobijała nas ta obojętność w stosunku do siebie. I wtedy właśnie spełniło się moje marzenie, spełniła się to,co chciałam. Chciałam być z nim. I byliśmy razem. Tak po prostu, tak prawdziwie. Bez tego dziecinnego: „Będziesz ze mną chodzić”. Po prostu. Rozmowa, która zmieniła wiele, była po prostu niesamowita. Taka już hmm.. całkiem dorosła. Wszystko to, co leżało nam na sercu zostało powiedziane, wszystkie smutki odpłynęły.

Byłam ja i pan M.  A. i M. Oboje. Ja jego, on mój. Ideał. Wysoki, przystojny z burzą kręconych włosów dookoła głowy. Kudłaty. Mój Kudłaty, nikogo więcej. I było cudownie. Wszystkie spotkania, wszystkie pocałunki, wszystkie akcje, wszystkie spojrzenia, maleńka zazdrość, wszystkie rozmowy. Wszystko było tak jak powinno być. Oczywiście, jak przystało na osobę, która nie docenia siebie tak jak powinna, nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam uwierzyć w to, że to wszystko się dzieje. Byłam mega szczęśliwa. Były wakacje, które spędzałam z najlepszymi ludźmi i z kimś, kogo kochałam.
Ale gdzieś w głębi serca totalnie się bałam. Na początku były te wszystkie pytania, jak to będzie i w ogóle. Ale ten strach minął. Potem przyszło to uczucie. Dziwne uczucie. Przez cały czas miałam wrażenie, że to zaraz się skończy. Bałam się tego, ale nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Po prostu jakaś maleńka część w mojej głowie się bała. Ale to pewnie dlatego, że to jestem ja. Osoba, która zawsze wszystkim się przejmuje.
Life is brutal, jak to mówią. Pewnego dnia wszystko się skończyło bo pojawiła się ta druga. Nie będę owijać  w bawełnę, że jej nienawidzę. Suka. Po prostu się pojawiła, a pan M. nie omieszkał się nią zainteresować. I wtedy wszystko się skończyło. Wszystko. Całe to popierdolone love story ! Nie było nic, z dnia na dzień wszystko się zmieniło.

Rozstanie ? Chujowe uczucie. Ból ? Niedopisania. I pierwszy i z pewnością nie ostatni płacz przez faceta. Potem był alkohol i zapijanie smutków. Pomogło na chwile, na tą najgorszą chwile, bo nie myślisz o Nim tylko o twoim kacu. Polecam. Potem są ludzie, którzy ci pomogą. Możesz się wypłakać, a oni nic ci nie powiedzą. Ale to są ludzie, których jest mało.
I potem jest dól i totalna załamka. I oczywiście myśl, że jesteś beznadziejna. Miałam wrażenie, ze to wszystko mogło spotkać tylko mnie. Ale pojawił się, jak już kiedyś wspominałam, pan J. Dawna miłość. I muszę mu podziękować za to, ze poświecił dla mnie swój cenny czas. Pokazał mi, że jestem kimś(wiem, nieskromnie). Po prostu mi pomógł. Pomógł mi rozmową, swoim poglądem na świat. Pomógł mi, bo okazał mi czułość, której w tamtym momencie potrzebowałam. Potem nie myślałam o panu M. tylko o J. I to mnie pochłonęło. Skończyły się wakacje, przyszła szkoła a przed snem pan J. M. dla mnie nie istniał. Gdzieś tam był, spotykałam go, ale był dla mnie obcy. Interesowałam się jego życiem, cieszyłam się z tego, że nie układa mu się z Suką, ale to tylko przez zwykłą kobiecą zazdrość. Że on wybrał ją, a nie mnie.

Nie potrafiłam o nim myśleć. Coś mnie blokowało. Po prostu zamknęłam ten rozdział w mojej głowie i go schowałam głęboko. Gdy jakaś myśl o nim się nasuwała, odrzucałam ją. Nie byłam gotowa. To z pewnością szok pourazowy. Tylko że trochę oddalony od faktu. Ale ostatnio coś się zmieniło. Przeczytałam sms’y od niego z rogalem na twarzy. Ze wszystkimi wspomnieniami. Ostatnio pojawia się w mojej głowie coraz częściej. W marzeniach oczywiście. Wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby.. Jakieś beznadziejne sytuacje. Ale wiem, że i tak nie będziemy razem. Nie ma szans. Po pierwsze: to rozstanie było bolesne. Po drugie: spotkaniami z J. skreśliłam wszystkie szanse, bo są dobrymi przyjaciółmi. Po trzecie: ostatnio zdarzyło się coś jeszcze, pewien incydent na imprezę, którym był świadkiem. Spędziłam miłe chwile z pewnym chłopakiem. A M. tez tam był. Nie zrobiłam tego specjalnie. Nie myślałam o nim wtedy.Zero uczuć. M. dla mnie nie istniał. Robiłam to, co chciałam. To nie było na pokaz, choć mogło to tak wyglądać..

To nie jest tak, że żałuje. Nie żałuje. Będąc z M. spędziłam najwspanialsze chwile jak dotąd. I to, że nie załamałam się całkowicie, to tylko dlatego, że to nie była moja wina. Ja nic nie zrobiłam źle. To jego wina. To on mnie odrzucił. I właśnie ta myśl była myślą przewodnią: „To nie twoja wina”. Nie wierzyłam, mówili, że nie był mnie wart, że dobrze że to koniec. To nic nie pomaga, bo człowiek po rozstaniu w to nie wierzy.
I zastanawiam się, czemu dotarło to do mnie tak późno. Nie, nie kocham go. Kochałam, ale z chwilą gdy powiedział, że to koniec, wszystko się skończyło. Urwała się ta nić, która nas łączyła. A co, jeśli gdzieś w głębi mi na nim zależy ? Nieee, to raczej nie możliwe. Choć denerwuje mnie myśl, ze mogłoby tak być. Może tej całej miłości się nie zapomina ? Chociaż jestem młoda i plotę głupoty. To nie miłość mnie przy nim trzyma. To po prostu kolejny etap tej terapii, zwanej zapominanie. Skoro przedtem się przed tym broniłam, dotarło to mnie teraz. I chyba tak musi być. To trzeba przejść. I nie twierdze, że M. jest dla mnie zakazany. Wiem z doświadczenia, że życie lubi niespodzianki, bo sam był dla mnie dużą niespodzianką. Po prostu na pewno nie teraz. Może kiedyś, gdy emocje opadną. A na daną chwilę nie ma nikogo. Właśnie !  Dlatego o nim myślę, bo nie mam o kim ! Genialnie. Czasem myślę o panu J. ale to czasem. A propos: ten człowiek wkurwia mnie coraz bardziej. Podły egoista. Lubię go, ale denerwuje mnie jego podejście do życia. No ale cóż, na daną chwile wstrzymuje się od jakichkolwiek kontaktów z tym człowiekiem. I pozostaje otwarta na inne. Jak to mówią – dużo rybek w tym akwarium. I tego się trzymam. Nie chcę z nikim być. Po prostu brakuje mi czułości i tego zainteresowania drugiego człowieka. Fajnie jest się do kogoś przytulić, ale jak chłopak i dziewczyna a nie przyjaciele. Fajnie jest być dla kogoś ważnym. A najlepiej to być z tym, kogo się najbardziej kocha.. Więc co dalej z panem M. ? Pewnie nic. Nie robię sobie nadziei, bo wiem, że to bezsensowne. Już dawno go sobie odpuściłam, ale jak to kiedyś sam powiedział:
„Może kiedyś. Tego się nie zapomina”

Słońca Łan <3