Strach.

Boimy się przyznać, że ktoś jest dla nas ważny.
Boimy się się przyznać, że powoli uzależniamy się od kogoś.
Boimy się uświadomić sobie, że z tęsknotą wyczekujemy na kogoś.
Boimy się reakcji innych.
Boimy się, jak to będzie.
Boimy się nowego.
Boimy się zaangażować.

 

20.

Witam, od dwunastu dni mam 20 lat.
Już 20 lat.
Tak jest, teoretycznie przestałam być nastolatką.
Tylko teoretycznie, bo będę nią całe życie.
Nie napisałam w dniu swoich urodzin, bo chciałam zobaczyć, czy jest inaczej.
Niby nic się nie zmieniło, ale ta liczba mnie przeraża. Bo całkiem inaczej jest mieć –‘naście’ lat. Całkiem inaczej jest mieć świadomość tego, że jest się nastolatką. Może to trochę dziwne, bo przecież tą magiczną barierę przekracza się z nia na dzień, ale gdzieś w głębi jest takie uczucie pustki. Uczucie tego, że to co było już nie wróci. Że przekroczyło się jakąś niewidzialną granicę. Tylko jaką? Przecież ciągle mam to samo życie, tylko teraz na pytanie ile mam lat, muszę odpowiadać, że 20. Muszę, bo w praktyce będe podawać że osiemnaście.. Hłe,hłe przebiegła jestem :P
Nie chcę być dorosła. Teoretycznie jestem, ale praktycznie się do tego nie nadaje. Trudno jest brac za siebie odpowiedzialność . Nie nadaje się do tego. Jestem typowym dzieckiem z glową w chmurach. Do tego się nadaje najlepiej. Przeraża mnie fakt, że za parę lat pasowałoby mieć własną rodzinę, dzieci.. Męża przede wszystkim. Tylko jak tu znaleźć męża, skoro nie mam ochoty się angażować. Plus sam fakt, że będe całe życie skazana na jedną osobę. Kiedy o tym myśle,przychodzi mi do głowy jedna scena: siedzę na jasnej kanapie z tym kimś i sobie po prostu rozmawiamy oglądając tv.. Boże, przecież to jakiś absurd! I do tego jeszcze dzieci, takie małe coś co będzie za mną łaziło i krzyczało.. Nie, nie chce mi się nawet o tym myśleć! :D

‚Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Przed nami siódme niebo!
Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba już nic!
Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Przed nami siódme niebo!
Dwudziestolatkom zawsze w pas się kłania świat, cały świat!’

Ciekawe czy słowa piosenki są prawdą. Czy na prawdę mając dwadzieścia lat i w górę jest tak zajebiście.
Ta jasne. Oby :)

K jak KONIEC, czyli są sprawy, które muszą się zakończyć

Siedzę w jego ulubionej miejscówce. Pale szluga. Nie robię tego często, dlatego kręci mi się w głowie. Jest kurewsko zimno. Myślę.

Jestem dla niego zwykła opcja. Koleżanka. Kimś, kto jest na każde jego zawołanie. Kimś, kto odda ci się dobrowolnie. Ze słabości. Zwykłej cholernej słabości. A może to nawyk? Zwykle przyzwyczajenie, z którym da się walczyć? Może to wszystko jest jak papieros? Palisz bo lubisz ale tak naprawdę zabija cię to od środka. A może to choroba? Tylko jak zdefiniować ta dolegliwość? „Stan miłosny charakteryzujący się uwielbieniem danej osoby, myśleniem o niej, dostrzeganiem tylko jej zalet (z postępem choroby także jej wad) oraz pociągiem fizycznym. Zarażony nie dba o siebie, nie widzi nowych osobników, dostrzega tylko dana osobę. Jest w stanie poświęcić dla niego wiele, czasem zbyt dużo. Często jest wykorzystywany przez danego osobnika, ma tego świadomość ale i tak dąży do tego dalej.” Brzmi idiotyczne.
Jestem idiotka. Ja wiem, zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko jest bez sensu. Ulegam mu, choć wiem, że to dla niego tylko chwila. Ja jestem ta chwila. Jedną z wielu, bo przecież wiem jaki jest. Sam opowiada mi o laskach, na które leci. Czy mnie to boli? Gdzieś tak, ale nie staram się nie brać tego do siebie. Bo po co?
I tak właśnie nadszedł dzień, w którym dotarło do mnie, że to nie ma sensu. Tak, tak, wiem że wielokrotnie to mówiłam, ale teraz to już na pewno. Siedziałam na twoich kolanach i pomyślałam sobie, że jednak to nie to. To wszystko, te nasze spotkania były bezuczuciowe. Te pocałunki, to dotykanie się.. Było fajnie, ale zbyt automatyczne. Co innego całować osobę, którą się naprawdę kocha. To całkiem inne uczucie, nie podobne do tego, które czułam będąc z tobą. Coś się wypaliło, nie ma tego co kiedyś. Tylko pytanie: co naprawdę było ?
Owszem, zawsze pozostanie dla mnie kimś ważnym. Będzie moim kumplem, niezależnie od wszystkiego. Jego nie da się nie lubić. Da się z nim po prostu pogadać jak z kumplem. Bo jest i powinien być dla mnie kolegą tylko i wyłącznie.
Ostatnio to sobie obiecałam. I nie tylko sobie, mojej przyjaciółce też. Obiecałam, że już nigdy więcej nic nie będzie mnie łączyć z tym człowiekiem. Dobra, trzy tygodnie temu złamałam obietnice. Spotkałam się z nim mimo tego wszystkiego. Ale tego potrzebowałam. Wtedy dotarło do mnie, że to już koniec. Koniec tej zabawy. To było pożegnanie. Było fajnie na początku, ale trzeba to zakończyć. Teraz, kiedy nie zniszczyło mnie to tak do końca, kiedy potrafię się pozbierać. Muszę się z tego wyleczyć. Nie chce ranić siebie i innych.

Czy dam radę ? Muszę. Muszę i nie mam wyjścia. Teraz mi się uda. Mam do tego siłę i motywację. Nie da się ograniczyć naszych kontaktów na tle grupowym, ale nie zgodzę się te sam na sam. Będzie dla  mnie tylko kolegą, to postanowione. Przynajmniej pokażę sobie i jemu, że jestem coś warta. Może wtedy coś do niego dotrze. Odnajdę swoją wartość.
I postaram się, żeby jego imię już więcej się tutaj nie przewijało.
Za dużo tego było.
To koniec tej love story.
Koniec mnie i pana J.
Nareszcie.



Right Now

Ta historia jest krótka.

Była sobie dziewczynka. Nieśmiała, zamknięta w sobie dziewczynka. Brakowało jej pewności siebie. Miała oddanych przyjaciół. Była typową romantyczką, taką o jakich czyta się w romansach.
Zakochała się. Bez wzajemności, jak to na ogół bywa. W swoim przyjacielu. Młodzieńcze zauroczenie, nic więcej.
Czas leciał dalej. Oni dorastali. Dojrzewali. Zmieniali się. Zmienił się on. Całkowicie. Już nie był tym słodkim chłopakiem, którego wszyscy znali. Zmienili go ludzie. Stał się draniem. Nie dbał o uczucia innych, nie dbał o to, że na świecie jest ktoś, dla kogo może być ważny.Ona go pokochała. Z całego serca, z całych sił. Ze wszystkimi wadami i zaletami. Dziecinne zauroczenie zmieniło się z czasem w miłość. Ona dojrzała. I poznała smak miłości, ten słodki i jednocześnie gorzki. Kochała go. Tak, to była miłość, to było to, o czym do tej pory czytała tylko w książkach lub oglądała w filmach. Ale on jej nie kochał. Była dla niego tylko koleżanką..
Potem ona poznała kogoś, kogo również pokochała. Pojawił się w jej życiu niespodziewanie. Nie chciała tego, ale zajął w jej życiu bardzo ważne miejsce. Kochała go, może nie tak bardzo jak tego pierwszego, ale to też była miłość. Ta miłość była dla niej niespodzianką, czymś, czego w życiu się nie spodziewała. I było wspaniale. Po raz pierwszy poczuła się kochana i doceniana.Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Wszystko się skończyło ze słowem ‚koniec’. Rozstali się. A ona mimowolnie zaangażowała się w uczucie do tego pierwszego. Znowu.
Spędzili ze sobą całkiem miłe chwile. Ale tylko chwilę, Na dłuższą metę nic ich nie łączyło. To była tylko zabawa. Dla niego. Dla niej też ale przecież była zaangażowana uczuciowo. To nie miało sensu.

 

Czasem trzeba zmienić priorytety. Czasem trzeba umieć powiedzieć sobie ‚dość’.  Nie można dać się wykorzystywać. Nie można na coś czekać. Życie i tak przyniesie coś, czego kompletnie się niespodziewany. Trzeba żyć chwilą. Nie wolno patrzeć w przyszłość.

Ona żyje chwilą.

Od teraz.

Od dzisiaj.

 



Może czas się ogarnąć ?

A może czas się ogarnąć ? Czas pokazać wszystkim a przede wszystkim sobie, że jednak jest się silnym. Że można przestać. Że da się.
Tylko pytanie: czy da się zabiegać o osobę, która zajmowała w.twoim sercu najważniejsze miejsce przed długi czas ? Czy da się zapomnieć ? Nie, zapomnieć się nie da, ale moze da się spróbować ignorować ta osobę ? Czy to wykonalne. A co, jeżeli się wie, że dana osoba cię wykorzystuje, że jesteś dla niej tylko zabawką. Dzisiaj jest fajnie, jutro o Tobie zapomni. Na Twoim miejscu będzie ktoś inny. Ale tylko przez chwilę, bo potem znów będziesz ty. A naradzie pozostaje Ci czekać w kolejce..
Czasem trzeba się ogarnąć. Czasem trzeba powiedzieć sobie po prostu ‚dosc’. Czasem trzeba cos zakonczyc. Jeżeli boisz się, że nie dasz rady, to chociaż spróbuj. Może akurat Ci się poszczesci !